Archiwum 07 lipca 2021


lip 07 2021 Dworzec autobusowy
Komentarze (0)

Moja podróż do Wilna zaczęła się na dworcu autobusowym i na nim również zakończyła. Tu chwilę po przyjeździe miła Polka z Białegostoku pokazała mi aplikację, która działała bez internetu i pomagała znaleźć każde miejsce w mieście. Tu kupiłam pyszne pączki i stąd odjechałam do Polski. Z tego samego stanowiska odjeżdżały autobusy do Rygi , Tallina, Paryża. Niedaleko znajdował się dworzec kolejowy. Wszystko w jednym miejscu, oznakowane, z kioskami , niedrogimi restauracjami.

W Zgorzelcu-moim mieście powiatowym- nie ma żadnego dworca. Wizytówką miasta są ruiny dworca kolejowego. Cudzoziemcy, ktorzy przyjeżdżają do Polski, mogą na nim odnieść wrażenie , że właśnie skończyła się wojna. Lokalne władze promują Jakuby na cześć niemieckiego heretyka, urzędnicy miejscy reklamują niemieckie szkoły i przedszkola, przemysł się nie rozwija, ale ciągle ci sami samorządowcy mają się swietnie.

W gminie Węgliniec, w której mieszkam , jest podobna sytuacja. Zabytkowy dworzec, który przetrwał dwie wojny światowe i czasy PRL-u nie przetrwał rządów dwóch ostatnich burmistrzów i reform w kolejnictwie. Teraz jest odbudowywany. Sami kolejarze śmieją się z tej odbudowy, ponieważ kolej nie planuje na nim nawet kasy biletowej. Osobliwy samorząd być może wymyśli tam kolejne muzeum repatriantów, albo kawiarnię dla emerytów, bo młodzież już dawno stamtąd wyjechała. Ostatnio znalazłam się na tym dworcu z niewidomym współpasażerem. Szłam wolno, żeby mu pomóc. Niestety uciekł nam pociąg. Szukałam kogoś, kto mógłby nam pomóc. Oprócz myszy i szczura nikogo nie znalazłam. Burmistrz nie jeździ pociągiem, wożą go samochodem, więc dlaczego tak chętnie fotografuje się na jego tle? Trudna zagadka.

ulamesjasz   
lip 07 2021 Wilnianie i języki obce
Komentarze (0)

Jestem nauczycielką języka polskiego i niemieckiego. Znam jeszcze inne języki, ale będąc za granicą zawsze promuję swój język ojczysty.W recepcji hostelu mówiłam po polsku, po polsku mówiłam w restauracji, sklepie, na ulicy. Wybierałam tylko te miesca, gdzie rozumiano polską mowę. Na hali targowej język polski rozumieli prawie wszyscy. Rozczarowała mnie modzież wileńska. Stwierdziłam, że nie uczy się języków obcych. Jedynym językiem, którym potrafiła się porozumiewać był język angielski. Zrezygnowałam z zakupu lodów, bo dziewczyna, która je sprzedawała nie rozumiała ani po polsku, ani po rosyjsku, ani po niemiecku.Wstyd. Znajomość angielskiego wśród młodzieży potwierdzały wulgarne napisy w tym języku na fasadach budynków. Pokolenie internetu i portali społecznościowych ma wyjątkowy talent plastyczny wyrażający się w wulgarnym graffiti. Stałam niedaleko Ostrej Bramy, zapytałam o drogę grupę młodzieży o drogę do Kaplicy Cudownego Obrazu. Wyjęli telefony. Dla mnie obraz nędzy i rozpaczy. Najbardziej znane miejsce w Wilnie a oni szukają w telefonie. Na szczęście starsze osoby znały języki obce. Starszy pan niedaleko cmentarza na Rossie opowiedział mi po rosyjsku swoje dzieje i opowiedział o śmierci żony w czasie pandemii. Starsze panie niedaleko hali opisały mi drogę do wszystkich zabytków. Sprzedawca pamiątek z trachetomią obniżył mi ceny mówiąc po polsku, a taksówkarz za 3 Euro podwiózł mnie na dworzec również rozmawiając po polsku.

Byłam w Wilnie kilkanaście lat temu. Nie było tam wtedy snack barów, KFC, MC Donalda. Szkoda, że amerykanizacja dotarła aż tak daleko. Kiedyś walczyliśmy z germanizacją, potem rusyfikacją, wobec amerykanizacji jesteśmy bezsilni. A może nie?

 

ulamesjasz    Wilno  
lip 07 2021 Smacznego
Komentarze (0)

Wilno to wspaniała kuchnia litewska. Niedaleko Ostrej Bramy tuż obok hali targowej znalazłam wyjątkowy bar. Codziennie odwiedzałam go , poznając nowe smaki. Zachwyciły mnie kartacze ze skwarkami, przepyszne naleśniki z bananami posypane cukrem pudrem, bliny ze świeżym mięsem i przede wszystkim litewski chłodnik-idealny na wysokie, lipcowe temperatury. Zamawiałam go codziennie. Obsługa uśmiechnięta, rozumiejąca język polski. W dodatku każde danie pojawiało się na stole błyskawicznie. Na pewno tu jeszcze wrócę.

Wrócę również do fabryki czekolady, do sklepu z serami i do hali targowej, gdzie kupowałam prezenty dla przyjaciół. Wielbicielom mięsiwa przywiozłam litewską kiełbasę, schorowanym kit pszczeli i pyłek kwiatowy od pani Heleny, tureckie słodycze wielbicielom słodkości i ciemny chleb dla siebie.

ulamesjasz    Wilno  
lip 07 2021 Dziwolągi
Komentarze (0)

Nie znoszę tatuaży. Na szczęście dziwolągów z tatuażami w Wilnie niewielu. Tylko w jakimś amerykańskim pubie widziałam jakiegoś wytatuowanego od stóp do głów osobnika. Okaleczanie własnego ciała. Brr.

Tatuaże kojarzą mi się wyłącznie z więzieniami i obozami koncentracyjnymi, ewentualnie z hodowlą bydła. Z tego co zauważyłam tatuaże mają wyłącznie osoby z jakąś traumą z dzieciństwa. Może to jakiś sposób rozłądowania emocji, a może jest to forma zwrócenia uwagi na siebie za wszelką cenę. Kiedyś rodzice poskąpili im zainteresowania, teraz ich ciała krzyczą Patrzcie na mnie. Można im tylko współczuć.

Na szczęście nie widziałam nikogo z kawałkiem metalu w wardze, nosie, czy powiece. Tego typu wynalazk kojarzą mi się wyłącznie z kolczykowaniem zwierząt. Zwierzęta kolczykuje się w celu identyfikacji, po co kolczykuje się ludzi nie wiem.

ulamesjasz    Wilno  
lip 07 2021 Z wizytą u świętej Teresy
Komentarze (0)

Moje pożegnanie z Wilnem miało mieć miejsce w kaplicy Cudownego Obrazu, ale okazało się , że pomyliłam godziny mszy. Na szczęście u podnóża schodów wiodących do kaplicy znajdowały się drzwi do innego kościoła, którego patronką jest święta Teresa. Jej wizerunek króluje w ołtarzu. Barokowy kościół pełen pyzatych aniołków, złoceń i fresków pękał w szwach.Teksty liturgiczne czytały dziewczynki. Wierni śpiewali kolejne pieśni. W kościele nie było ekranu z tekstem. Może Polacy przychodzący tu na msze znali teksty na pamięć. Nie lubię kościołów, w których śpiew jest domeną organisty czy siostry zakonnej. Kościół to nie miejsce na reczitale, to nie teatr jednego aktora-księdza czy organisty, ale wspólnota modlących się. A kto śpiewa, dwa razy się modli.

Polska pieśń religijna narodziła się w średniowieczu. Jej przykładem jest chociażby Bogurodzica. Szkoda, że polscy licealiści nie uczą się teraz na pamięć Bogurodzicy czy psalmów w przekładzie Kochanowskiego. W moich czasach licealnych było to obowiązkiem.

ulamesjasz    Wilno